Jak już pisałam, wraz z nadejściem jesieni rozpoczął się dla mnie sezon sukienkowy. Bezskuteczne poszukiwanie spodni o idealnym fasonie (obecnie znalezienie czegoś w sieciówkach jest trudne, w ‘marchewkowym’ kroju wyglądam okropnie) zostało zastąpione poszukiwaniem sukienek i spódnic – na szczęście tych jest więcej nadających się dla mnie 
(chociaż właściwie Zara powiela modele z poprzednich kolekcji, jak chociażby słynna ‘dodowa’ sukienka w innych kolorach;  tym przypadku jednak pierwowzór wygrywa).
 Tu już nie ma żadnego problemu, bo nawet gdy widzę setki podobnych różniących się paskiem czy guzikami, to jestem w stanie je kupić. 
Taka moja miłość. Ostatnim moim zakupem jest kolejna koronkowa sukienka. Ma tylko jedną wadę, wspólną z innymi h&mowymi w tym sezonie – jej góra jest niedopasowana, dlatego ratuję się paskiem.
Przy okazji, taka mała refleksja: nie rozumiem dziewczyn noszących emu, gdy jeszcze nie jest tak zimno by włożyć inne, ciekawsze buty. 
Przecież nic ładnego, według mnie, w nich nie ma, jedynie wygoda przyciąga. Ja jeszcze korzystam i chodzę czasami nawet w balerinkach 🙂

Czyż ta kolekcja Valentino nie jest nieziemska?
(poza tym, wcześniej nie widziałam problemu w chudości Kasi Struss, teraz widzę)

Dress – H&M, Belt – River Island

Florence and The Machine – Rabbit Heart (Raise it up) Leo Zero Remix