Na jakiś czas zapomniałam o Klaxons, co spowodowane było ich długą nieobecnością wydawniczą. Zapewne dobrze wiecie, że niektórych piosenek nie da się słuchać wiecznie, a nawet szybko się nudzą. Ja generalnie ciągle poszukuję nowych brzmień i innowacyjnych wykonawców, bo często zmieniają się moje preferencje muzyczne i lubię mieć w czym wybierać. Czasami mam ochotę posłuchać Indie rocka, czasem wybieram, pewnie dla wielu kontrowersyjnego, Marilyna Mansona (do którego przekonał mnie starszy brat, po przeczytaniu jego autobiografii, stwierdzam – on nie jest aż tak dziwny) czy AC/DC . Innym razem sięgam po muzykę instrumentalną lub wolne ballady – pewnie nie wiecie, ale jestem tancerką i pod wpływem melodii nachodzi mnie wena twórcza, a wtedy tworzę, tworzę i tworzę w swoim ciasnym pokoju. Normalnie teraz robiłabym to i umierała ze zmęczenia na obozie, jednak w tym roku doszłam do wniosku, że nie wybieram się (ale kontynuować w roku szkolnym, mam nadzieję, będę). Powracając do Klaxons – już jutro premiera ich nowej płyty „Surfin the Void” i mam nadzieję, że szybko uda mi się ją przesłuchać, bo „Echoes” zapowiada ją całkiem nieźle. Mimo to, ciągle mi mało i mam zamiar poszukać jakiejś świeżej krwi. Może polecacie coś interesującego?

Kiedy oglądam jesienne i zimowe kolekcje lub buszuję po sklepach to dochodzę do wniosku, że lato właściwie mogłoby się skończyć. Chłodniejsze miesiące to kolejna z rzeczy, na które czekam. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale brakuje mi bardziej ponurych dni, kiedy mogę usiąść z kubkiem gorącej herbaty opatulona w gruby sweter. Obecnie brakuje mi też szkoły i czegoś, na czym mogłabym skupić uwagę, bo wariuję nie robiąc nic. Wiem, że gdy to nadejdzie będę miała zupełnie inne zdanie i wszystko zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni, ale na chwilę obecną takie są moje zachcianki. No i kożuch, koniecznie potrzebuję kupić idealny! Wymiana garderoby jak najbardziej mi się przyda, a po zeszłej zimie gdy codziennie o szóstej rano marzłam czekając na autobus, w tym roku postanowiłam postawić na ciepłą kurtkę, która będzie mi służyła również jako snowboardowa oraz nowe cieplutkie emu. Mimo, iż jest jeszcze lato, mi już takie przemyślenia chodzą po głowie. A powyżej dwa kożuchy, które pewnie przewinęły się przez większość blogów. Obydwa z Acne za około 1500 euro 🙂

edit:
I kolejny genialny kożuch, tym razem z H&M i prezentowany na Anji Rubik. Cena nieco niższa, bo 149 euro,  jednak nadal wysoka. Obstawiam, że będzie on z działu Trend.