Pierwszy raz sushi spróbowałam kilka lat temu, gdy dopiero zaczynałam naukę w gimnazjum. Pamiętam, że nie było ono szczególnie smaczne, więc na jakiś czas się zraziłam. W końcu postanowiłam wybrać się do porządnej restauracji i od tamtej pory jestem zakochana w japońskiej kuchni (właściwie, to nie tylko japońskiej, dania azjatyckie to jedne z moich ulubionych). Moi rodzice również zajadają się sushi i wspólnie próbujemy tych specjałów w różnych warszawskich sushi barach. Właściwie można powiedzieć, że jesteśmy smakoszami i koneserami, a za każdym razem porównujemy dania do poprzednich. Trzeba przyznać, że teraz opcji jest mnóstwo i można przebierać, bo knajp, które serwują sushi ostatnio znacznie się namnożyło – jak kebabów swego czasu. Z tym, że surową rybę nie każdy lubi i jedzenie to nie trafia do mas. Jednak myślę, że mnogość tego typu miejsc świadczy o pewnej modzie, a osoby chcące być „trendy” poświęcą się i będą przełykać sushi z niesmakiem, by po prostu móc się pochwalić.
Zawsze chciałam spróbować zrobić maki w domu, ale wydawało mi się to trudne, nie chciało mi się w to bawić. Ostatnio jednak poobserwowałam ich przygotowywanie i gdy zakupiłam składniki zabrałam się za „tworzenie”. Zrobiłam takie, jakie lubię najbardziej – z łososiem, avocado, ogórkiem i serkiem Philadelphia (na zdjęciu również z surimi). Wyszły naprawdę pyszne i razem z mamą zrobiłam je również kolejnego dnia, przy czym jestem pewna, że nie był to ostatni raz 🙂