Od jakiegoś czasu wiele osób namawiało mnie, bym założyła bloga. Upierałam się, że nie ma to najmniejszego sensu, gdyż nie jestem systematyczna i szybko zapomnę o aktualizacjach. Kolejną wymówką był dla mnie częsty brak fotografa – a jak już mam coś robić, to porządnie (i tu pozdrawiam Olgę!). Faktycznie czasami cierpię na brak zdjęć, zwłaszcza w każdym sezonie, który nie jest letni (zdjęcia w mrozie nie są dla mnie), bo zwyczajnie nie mam czasu. Starać się jednak będę, bo codziennie nic dodawać nie muszę, a jak już się bardzo znudzę, to mogę przecież zrezygnować. Jest to mój pierwszy blog tego typu, więc mam nadzieję, że nie będziecie oczekiwać ode mnie super profesjonalnych postów o modzie i ubraniach z wybiegu. Owszem, czasami się nimi inspiruję, ale na co dzień nawet nie mam ochoty oglądać najnowszych kolekcji projektantów – noszę to, co w danym momencie mi się podoba. Nie tworzę także list „must have”, co niewątpliwie plusem nie jest, bo mogłabym na tym zaoszczędzić sporo pieniędzy. Zakupy są zdecydowanie moim uzależnieniem, z którym bezskutecznie walczę.
Moją inną obsesją, niezwiązaną z modą, jest kulinaria. Nawet, gdy nie piekę kolejnego ciasta i nie gotuję wymyślnego dania, zastanawiam się nad czymś nowym do wypróbowania. Oprócz tego mogę dosłownie godzinami oglądać zdjęcia jedzenia. Wiem, nie widać po mnie, jestem szczupła i takie tam. Tak na początek, mój ostatni zestaw nie inspirowany niczym. Butów na obcasie często nie noszę – na co dzień stawiam na wygodę.

Jeans – Zara
Boots – Zara
Lace shirt – H&M
Cardigan – Zara
Bag – Zara
Chain – H&M