Joanna Ultraplex

Od dłuższego czasu miałam ochotę na większą zmianę fryzury i jednym z moich pomysłów była drastyczna zmiana koloru – szybko jednak okazało się, że nie jestem na tyle odważna i po prostu obawiam się zniszczenia włosów podczas np. ich rozjaśniania. Nigdy wcześniej nie farbowałam włosów, dlatego miałam mnóstwo pytań dotyczących późniejszej pielęgnacji i ewentualnego powrotu do naturalnego odcienia. Przez głowę przechodziło mi również ścięcie włosów na krótko czy zrobienie grzywki, ale z tyłu głowy i tak marzył mi się inny kolor – wtedy dowiedziałam się programie Ultraplex i zaryzykowałam, chcąc nieco rozjaśnić włosy. Jak przebiegał cały proces? Czytajcie dalej, bo trochę wam opowiem!





Lancôme Grandiôse


I just had to show you guys these beautiful pictures from the Lancôme event, which was also the new eyeliner launch from the Grandiôse line. It was amazing how the place was arranged! It’s pretty obvious that I’m not really the person that uses a lot of eye makeup and the only moments I wore eyeliner were during photoshoots or some workshops. I thought it was nearly impossible to make my eyes look good with black lines but now I’m sure I was wrong the whole time. Lancôme makeup artist showed me the perfect way to use this prodcuts – it’s easier since the brush is angled (35 degrees)and definitely worth trying. It dries really fast and the carbon black matte color is the perfect shade! Definitely changing my makeup routine now.
Zdjęcia ze spotkania Lancôme są tak ładne, że musiałam Wam je pokazać! Była to premiera nowego eylinera marki, który należy do linii Grandiôse (z której prawdopodobnie znacie popularny tusz do rzęs). Cała oprawa wydarzenia była idealnie przygotowana i byłam pod wrażeniem koncepcji – francuski szyk i balet to genialna kombinacja.  Na pewno zauważyliście, że nie jestem osobą, która stawia na mocny makijaż oczu, a styczność z eyelinerami miałam jedynie podczas sesji zdjęciowych lub warsztatów. Dopasowanie czarnej kreski do mojego typu oczu wydawało mi się niemal niemożliwe, jednak teraz muszę przyznać – myliłam się. Makijażysta z Lancôme pokazał mi jak używać nowego eylinera, który wydaje mi się dużo łatwiejszy w użyciu ze względu na zginaną pod kątem 35 stopni końcówkę. Bardzo odpowiada mi również kolor – w tym przypadku jest to kryjąca, matowa czerń, która daje bardzo elegancki efekt. Więcej zdjęć poniżej!

LANCOME_GRANDIOSE
LANCOME_GRANDIOSE
LANCOME_GRANDIOSE
LANCOME_GRANDIOSE
LANCOME_GRANDIOSE
LANCOME_GRANDIOSE
LANCOME_GRANDIOSE

Viktor&Rolf “Flowerbomb” konkurs!

W poprzednim poście prezentowałam Wam moją stylizację na warsztaty organizowane przez Viktor&Rolf, ale dopiero teraz zdradzę szczegóły, a co więcej – na końcu mam dla Was świetną niespodziankę, więc pamiętajcie aby tam zajrzeć! Nie bez powodu na to wydarzenie wybrałam bardziej romantyczny strój z pastelowymi elementami – czułam, że w ten sposób idealnie wpasuję się w cały klimat naszego spotkania. Jestem pewna, że większość z Was już zna zapach Flowerbomb od Viktor&Rolf, bo od dłuższego czasu jest on bardzo popularny i nawet moja mama ma obsesję na jego punkcie. Marka zaprosiła kilka wybranych blogerek na tajemnicze warsztaty kwiatowe; a tajemnicze, bo tak naprawdę do ostaniej chwili nie miałyśmy pojęcia gdzie się odbędą i co dokładnie będzie tam się działo. Perfumy Flowerbomb to bardzo elegancki i zmysłowy zapach, który łączy w sobie aromaty bergamotki, herbaty, oraz kwiatowych kompozycji jaśminu, orchidei, róży, frezji oraz paczuli. Takie opisy często wiele nie mówią, ale uwierzcie mi – zapach jest przepiękny i naprawdę ciężko przejść obok niego obojętnie zwłaszcza, że same perfumy mają ciekawą historię powstania. Czytajcie dalej!

Na warsztatach miałyśmy okazję dowiedzieć się trochę na temat zapachu i samego procesu jego powstania, jak również na temat wielu pięknych kwiatów (na których, osobiście, nie znam się kompletnie). Nasze zadania były bardzo kreatywne – pierwszym było stworzenie wianka ze świeżych kwiatów, przy czym oczywiście każda nas spełniała swoją, zupełnie inną, wizję. Moje dzieło jako jedyne było bardzo dzikie i polne (co widać poniżej), ale nawet bez wielkich, kolorowych kwiatów wianek wyglądał i pachniał przepięknie przez wiele dni. Drugim zadaniem było stworzenie kreacji na specjalnie przygotowanych rysunkach – tutaj też pokazałam siebie w stu procentach i okazało się, że połączenie mody i kwiatów rzeczywiście ma sens – przecież moja sukienka wygląda jak piórkowa mini. Ja byłam zachwycona efektem 🙂

A co z perfumami? Viktor&Rolf to oczywiście przede wszystkim marka modowa, która od samego początku swojej działalności jest ściśle związana ze światem sztuki, będącym silną inspiracją do projektów. Powrotem do korzeni był więc powrót duetu na rynek Haute Couture w poprzednim roku, po trzynastu latach przerwy – w ramach ciekawostki dodam, że wszystkie projekty zostały wykupione przez anonimowego kolekcjonera sztuki jeszcze przed samym pokazem. Ale jak zaczęła się przygoda Viktor&Rolf z perfumami? W 1996 roku powstała instalacja “La perfum”, która składała się z pustych flakonów. Można uznać to za zapowiedź tego, że w 2005 na rynek Polski trafił gotowy już zapach Flowerbomb, a jego nazwa nawiązuje do dwóch kolekcji projektantów – Atomic Bomb na jesień zimę 1998/1999 oraz Flower na lato 2003. Obecnie dostępny jest jedynie w salonach Sephora, więc miejcie to na uwadze. Perfumy miały być swoistym ukłonem w kierunku kobiet i chyba się udało. Według duetu „potęga zapachu polega na uskrzydlaniu życia i nadawaniu mu nowego, subtelnego wymiaru”, a „piękno jest bronią, która nie ma sobie równych”, co z powodzeniem udowadnia światu już od ponad 20 lat. Poniżej konkurs!







KONKURS
Tak jak wspomniałam na początku, mam dla Was niespodziankę – wyjątkowy konkurs, w którym do wygrania są aż 3 flakony perfumy Flowerbomb od Viktor&Rolf i aby je zdobyć wystarczy wykonać jedno, proste zadanie: zróbcie zdjęcie inspirowane kwiatami oraz zapachem Flowerbomb i opublikujcie je na instagramie z tagami @karxlina @viktor_and_rolf oraz #flowerbomb lub prześlijcie mi je na meila (soincarmel@gmail.com), jeżeli nie posiadacie konta na instagamie.
Konkurs trwa do 26.05 do północy!

ZWYCIĘSKIE ZDJĘCIA
Z autorami prac skontaktuję się emailowo/na instagramie. Gratulacje!

Smashbox contour stick trio

After my experience with the contouring powders palette from Smashbox I decided to try out similar contouring product from the same brand. As far as I know it’s usually better to start with the dry contouring rather than the wet way (with liquid or cream). I actually followed this rule and after a year I got myself Smashbox contour stick trio that includes three different shade crayons (contour, bronzer, highlighter) and a sharpener. I decided to try this one since my skin is pretty dry so it’s better for me to avoid so many different powders in my makeup routine. Both the powders and the sticks are pretty similar but it’s definitely more difficult to get a perfect contouring with the crayons – you know it’s all about blending (I use beauty blender) but you need time to master this skill. I love how natural the makeup looks since the shades perfectly match my skin! Obviously, when I need stronger makeup I just add a little bit of bronzer from the palette. Both of the products are definitely worth recommending and I don’t think I could even choose between these two – it’s completely up to you! Just go for whatever feels better for you skin and I’m sure you won’t be disappointed.
Po moim doświadczeniu z paletką pudrów do konturowania Smashbox postanowiłam przerzucić się teraz na nieco inną formę tego kosmetyku. Podobno zawsze lepiej zaczynać od konturowania na sucho, a dopiero po nabraniu wprawy powinno się sięgać po produkty do konturowania na mokro. Po dosyć długim czasie praktyki w końcu nabyłam zestaw kredek Smashbox, o którym myślałam od kilku dobrych miesięcy. Zdecydowałam się również z tego powodu, że mam raczej suchą cerę (zwłaszcza zimą), a dodatkowa ilość pudru na mojej twarzy jeszcze bardziej to podkreśla – przy miękkich ołówkach nie ma tego problemu. W skład zestawu Smashbox Contour Stick Trio wchodzą temperówka oraz kredki w trzech kolorach – do konturowania, rozświetlania i bronzer. W pudełku znajdują się też instrukcje dla osób o różnych kształtach twarzy, co dla początkujących jest na pewno przydatne. Sama jestem bardzo zadowolona z tego produktu – faktycznie użytkowanie jest nieco trudniejsze, niż w przypadku prasowanych pudrów, ale wszystko to kwestia blendowania (ja używam do tego beauty blendera) – kluczem jest idealne roztarcie trzech kolorów by tworzyły przenikającą się całość. Makijaż uzupełniony takim wykończeniem wygląda bardzo naturalnie i na pewno nie nachalnie, a gdy chcę bardziej podkreślić kości policzkowe dodatkowo używam paletki. Który produkt wolę? Szczerze mówiąc nie potrafię wybrać – to kwestia indywidualnych preferencji i po prostu preferowanej formy.

Arbonne Calm

Arbonne is an american cosmetic brand that appeared on the polish market last year (when I published my review of their daily cleanser). If you’re not common with this brand yet then I’ll remind you – it’s considered to be one of the green brands that provides vegan and gluten free cosmetics for your daily skin care. They also really care about the environment, which is something we should pay attention to. Today I’m showing you two cosmetics from the Calm series – moisturiser and facial serum. I’ve been testing them since march (or something like that) which is quite long and that’s why I exactly know how my skin reacts to them. First of all – I point out that my skin is very dry and allergic so I try to choose only the good quality products. In this case I used both the serum and the moisturiser together everyday. I felt like the serum made my skin tight and I felt like it was dry but the truth is that serum is stronger than the usual cream so it’s super hydrating – it’s probably because of the light formula that makes it easier for the minerals and vitamins to ……. The producer says that the serum should be used with the cream so that’s what I’ve been doing! After the whole routine my skin was really soft and nicely moisture so it was the perfect base for my makeup. Arbonne cosmetics thought me one thing – it’s important to use all of the products together to get the best effect, so serum is now one of the parts in my daily skin care routine! Go to their website for more specific information.
Arbonne to amerykańska marka kosmetyczna, która w zeszłym roku pojawiła się na Polskim rynku – wtedy też publikowałam na blogu recenzję ich żelu do mycia twarzy z serii Calm. Jeżeli jeszcze nie słyszeliście o tej firmie to przypomnę, że ma w swojej ofercie wegańskie i bezglutenowe kosmetyki, przy czym jest bardzo zaangażowana w ekologię i po prostu dba o środowisko, a w obecnych czasach warto zwracać na takie szczegóły uwagę. Dzisiaj mam dla Was kilka słów na temat dwóch innych produktów z serii Calm – kremu nawilżającego oraz serum. Oba testuję już dosyć długo, bo około pół roku, dzięki czemu dokładnie wiem jaki wpływ mają na moją skórę. Przede wszystkim standardowo podkreślę – moja cera jest bardzo sucha i alergiczna, dlatego zawsze pamiętam o nawilżeniu (i szukam odpowiednich kosmetyków). W tym przypadku oba stosowałam codziennie razem i choć wydawało mi się, że serum strasznie naciąga i spina skórę, to takie kosmetyki działają duże głębiej i efektywniej niż zwykły krem, ale formuła jest lżejsza, bardziej wodnista – podobno dzięki temu minerały i witaminy lepiej wnikają w skórę twarzy. Jako, że serum powinno stosować się w pakiecie z kremem (to ogólnie przyjęty pogląd), to właśnie tak robiłam! Wtedy skóra była bardzo gładka i faktycznie wydawała się mega nawilżona. Dla mnie to codzienna rutyna i nie wyobrażam sobie makijażu bez takiej bazy. Jak oceniam to połączenie? Szczerze mówiąc dzięki tym produktom zaczęłam taki dwuetapowy proces dbania o skórę, bo nie zdawałam sobie sprawy, że serum faktycznie się przydaje. Szczęśliwie żaden z tych kosmetyków mnie nie uczulił, więc jak dla mnie nie ma żadnych minusów. Więcej informacji znajdziecie na stronie Arbonne.

Holika Holika Naked Face


I’d never be the person that puts a lot of primers, bases and creams before even applying the foundation. My basic routine was usually using a good moisturizer and that’s it. From time to time I also used the Guerlain base I wrote about some time ago. Obviously it’s changed since I found the Holika Holika base when looking for a new korean bb cream to try out. I showed it a few times on instagram and snapchat and you kept on asking about this product, so here it is. Holika Holika Naked Face balancing primer, which is a korean cosmetics that I don’t know much about since I don’t speak korean (yes, I bought it becasue it looked nice). I know it’s all about mixing the three pearl colors and putting in on a face like a base for your foundation. It looks great, smells nice, really evens the color of the skin and moistures. The producer also says it improve the condition of your skin – I don’t know if it’s true but since I started using it I didn’t have any problems. I got it somwhere on ebay and I’m sure you’ll find it – it’s usually cheaper than in most of the online shops and delivery is free.

Nigdy nie byłam osobą, która podczas wykonywania codziennego makijażu nakładała wiele warstw kosmetyków wygładzających, matujących czy nawilżających jeszcze przed użyciem podkładu. Podstawą zawsze był dobry krem, a bazy Guerlain o której już kiedyś pisałam używałam raczej sporadycznie. Tak oczywiście było do czasu, gdy podczas rozglądania się za koreańskimi bb kremami natknęłam się na tę bazę (Holika Holika Naked Face balancing primer ). Wiele razy pokazywałam ją na instagramie czy na snapchacie i często pytacie co to za kosmetyk – mnie też zachęcił głównie wygląd, bo koreańskiego nie znam (jeszcze). Wiem za to, że Holika Holika to jedna z lepszych i bardziej popularnych marek w Azji, a więc nie miałam wątpliwości co do jakości tego produktu. W opakowaniu znajdują się żelowe kuleczki w trzech kolorach (podobnie jak w meteorytach Guerlain, bo różnicą właściwie jest tylko cena), które po wyciśnięciu należy ze sobą zmieszać i w ten sposób nałożyć na twarz. Producent podkreśla, że to szczególnie ważne, bo każdy kolor oznacza inne właściwości i najlepeij działają razem. Baza wygląda świetnie, ładnie pachnie i naprawdę wygładza kolor skóry, a dodatkowo nawilża. Kosmetyk podobno poprawia stan cery – tego nie wiem, ale odkąd używam tej bazy raczej nie miałam żadnych problemów. Ja kupiłam swoją na ebayu i tam polecam szukać – wiem, że można je znaleźć również w sklepach online, ale często ceny są wygórowane i nie mamy gwarancji co do oryginalności. Pamiętajcie jednak, by poszukać informacji o sprawdzonych sprzedawcach.